
![]()
![]()
Dotarcie do Amsterdamu to żaden problem, jeśli w pobliżu masz lotnisko. Z wielu miast w Polsce jeżdżą też autokary, ze względu na to, że ludzie wciąż wyjeżdżają do Holandii, by pracować. Na bilety lotnicze trzeba nieco zapolować, ale nie powinno być problemu z wygórowanymi cenami, a w przypadku, gdy chcesz być bardzo oszczędny, możesz zwyczajnie wybrać autobus.
Znalezienie lokum to już nieco większe wyzwanie. Amsterdam to spore miasto, więc im bliżej centrum, tym dużo więcej przyjdzie zapłacić za nocleg. Zauważyliśmy, że dochodzi nawet do pewnych absurdów. Za cenę dwóch pokoi w 4-gwiazdkowym hotelu położonym 5 kilometrów od centrum, należy zapłacić prawie tyle samo, co za wieloosobowy pokój (chyba 7) w centrum, który na Google Maps ma ocenę poniżej 2.0, a ludzie skarżą się na pluskwy.

Samo miasto, a dokładnie jego centrum, przypominało nam dalsze dzielnice Londynu. Tutaj również roi się od budynków z czerwonej cegły, które jednak są wyższe, niż te, które można spotkać w np. Teddington. Taki widok nie opuszczał nas przez prawie cały czas trwania długich spacerów po centrum, przez co odnieśliśmy wrażenie, że miasto zdaje się być nieco monotonne.
Kolejną rzeczą, która rzuca się w oczy, to wszechobecne rowery w przeróżnym stanie. Tych zniszczonych jest jednak nieco więcej, niż tych, co nadają się do użytku. Emilia stwierdziła, że skoro każda część centrum wygląda tak samo, czyli most, czerwone domy, most, czyli prostu cegła i woda, to nic dziwnego, że mieszkańcy zostawiają gdzieś rowery, a potem zapominają, w której części miasta to było. Szczególnie, że pewna rzecz nie sprzyja ich pamięci…

W Amsterdamie jest wiele rzeczy i miejsc do zobaczenia, lecz wiele kręci się wokół dwóch rzeczy. W tak samo wyglądających czerwonych budynkach nie znajdziesz tylko mieszkań, sklepików czy barów, ale też coffeeshopy oraz nagie panie, stojące w oknach i zapraszające do środka. Nawet w niedzielny poranek znajdzie się ich kilka, nawet naprzeciwko katedry.
Samo miasto oferuje też wiele atrakcji kulturalnych. Masa muzeów, których tematem przewodnim jest nie tylko marihuana, ale też sporo jest wystaw dotyczących sztuki (polecamy wystawę Banksy’ego i Warhola w muzeum Moco). Warto też wybrać się na lokalne targi, by zakupić słynne holenderskie sery, tulipany i kanapki ze śledziem.
Już podczas planowania wycieczki wiedzieliśmy, że nie damy rady wstąpić do każdego browaru w tym ciekawym mieście, gdyż jest ich zwyczajnie za dużo, dlatego Amsterdam to już kolejne miasto na liście miejsc, do których kiedyś wrócimy.
BIERFABRIEK

![]()
Pierwsze co rzuca się w oczy to bałagan na podłodze. Następnie szybko można zauważyć też bałagan na stołach. Po krótkim zbadaniu sprawy, okazuje się, że to łupiny po fistaszkach, które rozdawane są wszystkim klientom w ilości kilku garści na stół. Samo miejsce jest duże i reprezentuje stylistyczny misz-masz. Z jednej strony wita nowoczesny minimalizm, a w innych salach typowo drewniany wystrój barowy. Jedna z kilku sal wygląda też na typowo restauracyjną, choć w karcie dominują barowe przekąski.
Ściany lokalu są jednak dość puste, choć w głównej sali widnieje kilka ładnych malunków, jak na przykład cały proces produkcji chmielu. Do tego dochodzi bardzo miła i sprawna obsługa, która nadaje trochę blasku tym nieco zbyt ciemnym pomieszczeniom.
Najważniejsze jednak jest piwo i w Bierfabriek jest ono niestety średnie. Do wyboru są trzy rodzaje w rozmiarze 0,3 oraz sporo różnych drinków (nie tylko piwnych) i alkoholi.

Puur (Pilsner): – Typowy pilsner, który nie jest warzony na miejscu, lecz dla browaru przez nie wiadomo kogo. Wysoko wysycone i lekko nijakie. Całe szczęście bez wad. Ot, zwykłe “jasne pełne”.

Rosso (Amber Ale): – Całkiem fajne, karmelowe z lekką goryczką.

Nero (Porter): – Mocno palone z lekką czekoladą w aromacie. Niestety wiele mu brakuje do czołówki. W szczególności ciała i ciekawszych wrażeń smakowo-zapachowych.
DE PRAEL


Ukryty między wąskimi uliczkami bar wygląda na dość mocno zużyty, co nie wpływa pozytywnie na ocenę. Na poziomie “zero” jest chyba najgustowniej, choć kafelki pamiętające czasy holenderskiego imperium, zjechana podłoga i skrzypiące schody to nie nasz styl. Brakuje mu nieco wystroju innego niż stare reklamy i etykiety piwa.
Na wielki szacunek zasługuje obsługa baru, która bez problemu wyjaśni czego spodziewać się po danym piwie i da darmową próbkę. A jest w czym wybierać – 10 kranów oraz możliwość kupienia deski degustacyjnej. Poza samym piwem, można także zamówić typowo barowe jedzenie. Kelnerzy kręcą się po salach, ale nie wiemy, czy operują na dolnym piętrze (do nas nikt nie podszedł).
Samo piwo? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, gdyż piwa często się zmieniają i ogólne wrażenie będzie uzależnione od tego na co się trafi danego dnia. W internecie piwa z De Prael oceniane są różnie w zależności od danego stylu. Niektóre zachwycają, a inne są zwyczajnie kiepskie.

Amber Ale : – Silny i nieco nieprzyjemny karmel, zalega w ustach. Niestety nic więcej poza tym. Żadnego chmielu czy ciekawych aromatów z wyjątkiem lekkiego ciastka.

R.I.S. : – Jest mocno palone, ale w aromacie nie za wiele się dzieje. Jak na Imperial Stout, jest zdecydowanie zbyt lekkie.
![]()
I.P.A. : – Bardzo przyjemny cytrusowy aromat, połączony z odrobiną karmelu. Do tego krótka, intensywna goryczka.
DE BEKEERDE SUSTER


Lokal ma świetną lokalizację. Przed nim stoją wąskie ławy, z których można oglądać kanał i typowo holenderskie domki na drugim brzegu. Wewnątrz czeka na nas czysto drewniany wystrój, ozdobiony kafelkami. Niestety to duże miejsce nie porywa, lecz też nie odpycha.
Na dziesięciu kranach do wyboru jest kilka piw z samego browaru, kilka kraftów, oraz koncernowe pozycje (np. Heineken). Piwa można zamawiać u miłej obsługi baru, a zostaną one przyniesione, gdziekolwiek siedzisz. Co ciekawe, odpowiednie piwa, lane są do odpowiednich szkieł (IPA podadzą tylko w TeKu). Dodatkowo można też zamówić deskę degustacyjną, jak widać na zdjęciu.

De Blonde Barbier (Blonde): – W smaku przypomina nieco tanie lagery. Głównie słodowe, ale przyjemnie pijalne z lekką goryczką.
![]()
De Manke Monnik (Tripel): – Słodki, karmelowo-kwiatowy o bardzo dobrym balansie. Brakuje jednak w tym wszystkim nieco więcej intensywności.

De Gewaeghde Bock Dubbel: – Idealne ciemne piwo o rubinowym prześwicie. W smaku mocna paloność i kawa oraz idealna gorycz. Całość pięknie połączona.

Witte Antonia (Witbier): – Burza smaków i aromatów. Cytryna, kwiaty, banany i miód. Czysta perfekcja.


